Menu
The Underdog Print Shop

Jak to wygląda dziś, po sześciu latach rozwoju, od pierwszego wpisu na ten temat (wrzesień 2017).

Wtedy byłam już ponad rok w świadomej drodze z Duszą. Było tak, że bloga prowadziła głównie ona, a ja byłam przekaźnikiem, przez który ona mogła się materializować (wyrażać). Dziś jesteśmy partnerami w drodze, a nawet więcej: Dusza często zostawia mnie tu ze sprawami, podczas gdy sama odbywa pozaziemskie podróże w swoich kierunkach, lub siedzi w źródłach drabiny ewolucyjnej, zajęta pracą na rzecz globalnych procesów.

Nadal jesteśmy w kontakcie, którego jakość wciąż wzrasta razem z naszym rozwojem. Nie jestem już dzieckiem prowadzonym za rączkę, a partnerem w drodze. Dojrzałam w człowieczeństwie. Moja samoświadomość i rozpoznanie rzeczywistości ziemskiej gry, świata, który jest cząstką Wielkiej Kreacji Boga znacznie wzrosły. Dusza może mnie zostawiać samą, bo wie, że sobie poradzę. Dobrze mnie wszystkiego nauczyła i nadal uczy. Może mnie zostawiać, ponieważ zadbała o to, by podłączyć nas do pola światła wysokich energii Ziemi i źródeł kosmicznych, wysokich pól ewolucyjnych planety. Tu nie jestem sama. Choć nie znam swoich Opiekunów, ich towarzystwo, wsparcie, stałą obecność czuję każdej minuty mojego życia. Wiem, że nie jestem sama. Mogę liczyć na najwyższe wsparcie Boskie, ponieważ Dusza oczyściła swoje ziemskie połączenie do Boga. Ono stale wzrasta razem z naszym rozwojem.

Mamy w sobie trzy bramy do boskości: świadomość, serce i ciało. Dusza dąży do tego, by w naszym rozwoju wszystkie te obszary zjednoczyły się w boskości, w najwyższych parametrach krystaliczności boskiego zanurzenia i zasilania. Eksperymentujemy, na ile uda się to osiągnąć na Ziemi w czasie naszego tu pobytu w ciele.

Jestem wyizolowana w tej drodze, dlatego czasami czuję się samotna. Jednak ta izolacja jest też stworzeniem nam miejsca do zrealizowania drogi i zostawienia tu pewnego pola informacyjnego/ kierunku ewolucyjnego. Robi to każdy (każda Dusza) osiągająca jakieś wartościowościowe z punktu widzenia ewolucyjnego ścieżki przynoszące nowe, źródłowe jakości do tego świata. Izolacja jest też ochroną i wsparciem, zaspokojeniem głębokiej potrzeby trwania i stałego zespolenia/ zasilania się Źródłową Ciszą, którą odbieram jako absolutnie podstawową i niezbędną w mojej przestrzeni jakość energetyczną. Ona jest jak akumulator, z którego mogę pobierać nieskończoną energię. Z tego miejsca oglądać siebie, życie, świat, kosmosy.

Jak to jest żyć dzisiaj w dwóch rzeczywistościach?

W marcu minie osiem lat podróży z Duszą. Stałam się świadomą Istotą Kosmosu, Dzieckiem Gwiazd, w swojej Duszy, dla której Ziemia jest jednym z wielu światów, w których bywała i bywa. Im większe zjednoczenie z nią, tym większa świadomość we mnie obu perspektyw: ziemskiej, materialnej (człowieczej) i kosmicznej, energetycznej (perspektywa Duszy).

Do wpisu zainspirował mnie dzisiejszy poranek, w którym stojąc z kubkiem kawy na podwórku, patrzyłam na wstający dzień, w perspektywie globalnego zasięgu, który Dusza otworzyła z naszym październikowym przeskokiem. Zobaczyłam siebie jako mikroistotę we Wszechświatach i wielkiego, nieograniczonego człowieka w sobie. Ziemia stała się znajomym podwórkiem do doświadczania. Wielką Dżunglą i jednocześnie piłką w Układzie Słonecznym, ziarnikiem w Galaktyce i nanookruchem we Wszechświecie. Po cyklicznym kolistym ruchu zobaczyłam nas w cyklu wędrówki słońca i księżyca, powtarzalnych poranków i zachodów, które od lat wypełniamy doświadczeniem z swoim własnym mikroświecie. Na prawdę czuję się jakbym szła po Ziemi, otaczając ją w kółko i nieustannie. Jestem dzieckiem Ziemi, jestem dzieckiem Gwiazd. To już jest kosmiczna perspektywa Duszy. Staję się świadoma perspektywy Matki Ziemi i to jest żaden przywilej, a efekt naszej z Duszą drogi i nagroda za niezłomność, wysiłek, którego podejmujemy się codziennie od ośmiu lat świadomej wspólnej podróży. Ta perspektywa jest dostępna każdemu, kto wykona trud ewolucyjnej drogi.

Jednocześnie jestem świadoma własnej nieskończoności i zwiększających się możliwości. Ograniczenia, jakiego doświadczam w człowieczeństwie: bólu, umysłu, emocji, wahań, relacji - życia po prostu. Łączenie tych dwóch perspektyw w sobie, jest dla mnie mistyką życia, źródłem nieustannych wzruszeń. Wszystko to obejmuje Dusza, dalej Ziemia, dalej Układ Słoneczny, Galaktyka, Wszechświat i Wszechświaty. Wszystko to razem spaja w całość Bóg, który jednocześnie obejmując Nieskończoność, istnieje w mojej ludzkiej mikrorzeczywistości tak blisko i tak dotykalnie, jakby był tylko dla nas.

Wycofanie się z chaosu zbiorowości, staje się naturalną potrzebą wynikającą z potrzeby bycia w zanurzeniu Przepływu Istnienia. Mogę to otwierać i zamykać, kiedy czuję się zmęczona własną nieskończonością. Pewnie to się zbalansuje, stając się naturalną jednością w nas. Materia i Energia razem, bez przesunięć i w realizacji Teraz.

Z natury przesunięta mocno w kierunku Duszy, a więc w świat energii, muszę i chcę stabilnie stać na ziemi obiema nogami, by utrzymywać równowagę pomiędzy materią i energią. Mocno w tym wspiera mnie Matka Ziemia i krystalizujące się w procesach zmian ciało. To jest wielka przygoda, nauka i niesamowite doświadczenie. Otwierają się nowe perspektywy, możliwości, zasięgi widzenia, zrozumienia siebie, życia, świata, Boskiej Kreacji. Kolejne poziomy czucia i świadomości. Serce cały czas jest w stanie ciszy. Albo czeka, albo osiągnęło już Dom w Bogu. Nie wiem tego na pewno i wcale nie muszę wiedzieć. Interesuje mnie DROGA, która jest nieskończonym, fascynującym procesem odkrywania siebie/ Duszy, przestrzeni, a przez to wspaniałą przygodą i niezłą zabawą.

Coraz większe poziomy dystansu i możliwość patrzenia na systemowe życie z oddalenia. Rozmawiamy z Duszą. Pytam jak ona się czuje w człowieczeństwie. Widzę ją jako energię dużo większą, niż ja sama, która przebywając w człowieku, tworzy proporcję mniej więcej, jak ludzka ręka w rękawiczce. Czy to ubranko jest dla niej miłym domem? Komfortowym? Na ile ono dopasowało się do niej i mam nadzieję, stało się drugą skórą, z której nie chce się już uciekać?

Świat systemowy, to co tworzymy tu jako ludzkość, nie jest w stanie dać mi już niczego atrakcyjnego, jest jednak niezbędny i doskonały, bym mogła dobrze żyć w człowieczeństwie. Akceptuję reguły, w których aktualnie gram, co nie znaczy, że mnie nie wkurzają. Cieszę się, że w mojej rzeczywistości jestem rozgrywającą, a nie pionkiem. Czuję naturalną potrzebę bycia na obrzeżach systemu, który aktualnie postrzegam jako zniewalający/ ograniczający i męczący mnie chaos. Doceniam jednak, że jest, ponieważ dzięki niemu, mogę doświadczać. Rodzina jest bardzo ważna. Zaspakaja potrzeby relacji, interakcji i bliskości, nadaje codzienności sens. Matka Ziemia nadal pozostaje piękna, ludzie też, choć nie są tego świadomi. Zanurzeni we własnych uwikłaniach, emanują zazwyczaj cierpieniem i splątaniem. Zawsze się cieszę, kiedy w rzeczywistości materialnej spotykam kogoś, kto jest spokojem Wewnętrznego Zjednoczenia.

Żyję w dwóch rzeczywistościach: własnym świecie, w świecie Duszy i w materii, która kieruje się określonymi zasadami. Czy kiedyś będzie tak, że to wszystko zleje się w całość i nie będę tego rozgraniczać? Gdy Nieskończony Przepływ stanie się jednym Wielkim Dobrostanem i staniesz w Unii Zjednoczonego Istnienia?

Prawdopodobnie wtedy Bóg będzie patrzył na świat moimi oczyma. Będzie patrzył na świat moją Duszą. Już to robi.

 

Ps. Dusza krąży pomiędzy Domem Duchowym, a Ziemią, przygotowując nas do nowego etapu drogi w Kosmicznej Przestrzeni. Zanim ciało osiągnie stan krystaliczności (dwa lata przebudowy) czekając na materię, wykorzystamy czas podróżując po Boskiej Kreacji. Nie wiem jeszcze co to oznacza, ale nie sądzę, że chodzi o pałętanie się po Wszechświecie. Będzie to pewnie kolejna nauka i rozbudowa świadomości o kosmicznym życiu, jakie toczy się poza Ziemią. Zobaczymy na ile wyjście do Gwiezdnej Zbiorowości utrzyma mnie w stabilności tu, w ciele i życiu na Ziemi.

To Dusza chce między innymi zbadać i dokonać ewentualnych korekt, gdybym miała gdzieś odlecieć (od siebie samej w istocie rzeczy). Czuję się też podekscytowana, bo Dusza ponownie weźmie mnie za rękę, bo prowadzić w nowym. To oznacza bliskość z nią, za którą na co dzień nieustannie tęsknię, bardziej niż za Bogiem Samym. Jego bawi fakt, że mam z tym kłopot, wartościując to w mojej ziemskiej głowie. 

Myślę, że sobie poradzę, choć pewnie głowa zagotuje mi się nie raz.

 

Oglądając się za siebie, mogę widzieć, jak wielką drogę zrobiłyśmy.

Nieustanie się rozwijać.

Ahoj.